Najlepsze pobyty nie powstają dzięki większej ilości technologii. Tworzą je uważni gospodarze, którzy rozumieją drobiazgi sprawiające, że człowiek czuje się naprawdę mile widziany. Kenova istnieje po to, by ta troska sięgała dalej.
Urodziłem się w Vancouver, w chorwackiej rodzinie. Ale to Dubrovnik był domem w tym najważniejszym sensie — wracałem tu niemal co roku do bliskich, a to miejsce wsiąkało we mnie lato po lecie. To nigdy nie były odwiedziny. To był powrót.
Kiedy więc przyszedł czas wybrać miejsce na życie, razem z żoną przeprowadziliśmy się tu z dziećmi. W końcu wróciłem do domu na dobre. I nigdy nie przestałem patrzeć na to wybrzeże z dwóch stron naraz — jako ktoś, kto tu przynależy, i jako ktoś, kto kiedyś przyjechał z daleka. To podwójne spojrzenie okazało się całym powodem, dla którego powstała Kenova.
Do gościnności nie trafiłem jako gospodarz. Trafiłem do niej jako gość.
Jako nastolatek zacząłem przyjeżdżać sam i za każdym razem rodzina i przyjaciele brali mnie pod swoje skrzydła. Nie chodziło tylko o nocleg. Zabierali mnie tam, gdzie naprawdę bywają miejscowi, mówili, co zobaczyć i kiedy, dbali, bym nigdy nie poczuł się zagubiony w mieście, którego jeszcze dobrze nie znałem. Im zależało — i to zamieniało każdą wizytę w coś, co pamiętam do dziś.
To uczucie — bycia dyskretnie zaopiekowanym przez kogoś, kto zna to miejsce — zawsze było istotą wielkiej gościnności. Na długo, zanim powstała jakakolwiek aplikacja. To właśnie uczucie, które chciałem dać każdemu gościowi, w każdym domu.
Zaskoczyło mnie jedno: gospodarze, których poznawałem, nie byli leniwi ani niedbali. Wręcz przeciwnie. Zależało im ogromnie. Odpowiadali na te same pytania po sto razy, zostawiali odręczne notatki, drukowali mapy, trzymali przy drzwiach segregator pełen wszystkiego, czego się nauczyli.
Troska nigdy nie była problemem. Problemem było to, że wszystko żyło w rozproszeniu — wiadomość tu, notatka tam, segregator, którego gość może nigdy nie otworzy. Tyle dobrych intencji i tak wiele z nich ginęło w przepaści między tym, co wiedział gospodarz, a tym, czego doświadczał gość.
To właśnie ta przepaść nie dawała mi spokoju.
Kenova zaczęła się od prostego pytania: co gdyby wszystko, co wie uważny gospodarz, mogło bez wysiłku trafić do każdego gościa — jeszcze zanim pojawią się pytania?
Nie zamiast gospodarza. Jako jego przedłużenie. Jeden pięknie zaprojektowany Przewodnik Powitalny, który zawiera szczegóły przyjazdu, instrukcje dotyczące domu i lokalne polecenia, jakie może dać tylko prawdziwy gospodarz — wszystko w jednym linku, który gość otworzy w każdej chwili, na każdym telefonie, bez pobierania aplikacji.
Gotowe w niecałe 24 godziny. Dzięki temu troska, którą już wkładasz, wreszcie trafia dokładnie tam, gdzie chciałeś.
Chcę to jasno powiedzieć: uwielbiam ten segregator.
Przez lata był symbolem gospodarza, któremu zależy. Ktoś usiadł i spisał wszystko, czego gość może potrzebować, bo chciał, żeby pobyt się udał. Ten odruch jest piękny i to właśnie wokół niego budujemy.
Segregator był wyrazem troski. Kenova po prostu sprawia, że ta troska sięga dalej — tam, gdzie ludzie naprawdę dziś podróżują.
Pożegnaj segregator. Zachowaj gościnność.
W Dubrovniku ludzie witają się powiedzeniem: „Đe si, kenova?” — mniej więcej „Gdzie jesteś? Co nowego?” To dźwięk miasta zbudowanego na tym, że ludzie znają ludzi. Mały, ciepły moment bliskości.
I o to naprawdę chodzi. Nie o oprogramowanie. O ludzką więź, która stoi za świetnym pobytem — gospodarz dzieli się tym, co wie, żeby gość poczuł się jak u siebie w nowym miejscu.
Kenova — co nowego u kogoś, kto wie.
Wierzymy, że gościnność tkwi w szczegółach.
Wierzymy, że najlepsza technologia to ta, której nigdy nie zauważasz — po prostu sprawia, że powitanie przychodzi bez wysiłku.
Wierzymy, że miejsca nie odkrywa się przez informacje. Odkrywa się je przez relacje.
Wierzymy, że wiedza gospodarza jest warta więcej niż jakikolwiek wynik wyszukiwania, bo pochodzi od kogoś, kto naprawdę tu mieszka.
Kenova to młoda firma i budujemy ją z rozmysłem — zaczynając od miejsca, które ją zainspirowało, z niewielką grupą gospodarzy, którym zależy na dobrym powitaniu.
Nie próbujemy być wszystkim. Próbujemy sprawić, by jedna rzecz była naprawdę przemyślana: moment, w którym gość przyjeżdża i odkrywa, że ma wszystko, czego potrzebuje.
Właśnie przygotowuję własny apartament na krótkie pobyty tu, w Dubrovniku — i Kenova jest powitaniem, wokół którego buduję go od pierwszego dnia. Będę naszym pierwszym gospodarzem, co znaczy, że nie proszę Cię o nic, czego w tym samym czasie nie buduję dla siebie, z tej samej linii startu.
Sposób, w jaki ludzie podróżują, wciąż się zmienia. To, co sprawia, że czują się mile widziani — nie.
Nasza nadzieja jest prosta: żeby goszczenie stało się trochę lżejsze, żeby goście czuli się bardziej jak u siebie i żeby troska, którą gospodarze zawsze dawali, wreszcie docierała do każdego, kto przekroczy próg.
Jeśli takim właśnie jesteś gospodarzem, będzie nam bardzo miło mieć Cię z nami od samego początku.